Żegiestów (Beskid Sądecki) - wraca ten, kto był tu raz

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Tunel kolei tarnowsko-leluchowskiej


Tunel kolejowy w jest chyba najbardziej znaną, obok Wiktora i Domu Zdrojowego, budowlą w Żegiestowie. Spośród 25 tuneli kolejowych w Polsce, nasz tunel o długości 511 m jest siódmy.
Dojść do niego można ścieżką poniżej sanatorium Wiktor na Łopacie Polskiej. Widać wlot tunelu i przy zachowaniu pewnej ostrożności można zobaczyć jak znikają w nim pociągi.
Budowa w latach 1874-76 kolei żelaznej doliną Popradu, której tunel jest częścią, stanowiła nie lada przedsięwzięcie. Tory kolejowe biegnące doliną Popradu z natury rzeczy ograniczone były rzeką i okolicznymi górami, które stromo wyrastały po obu jej stronach. Największym problemem stał się przełom Popradu w okolicach Żegiestowa.

Najjaśniejsza Kommisya ck z wiedeńskiego Zarządu Budowy Kolei postanowiła przebić przez górę w Żegiestowie tunel, „bowiem doliną Popradu między Żegiestowem a Andrzejówką torów budować nie sposób było inaczej jak tunelem".

Przebicia tunelu podjęła się firma Koller und Gregorsen z Wiednia, która otrzymała koncesję na wykonanie całej linii kolejowej Tarnów-Leluchów-Orlov. Zaplanowano, że tunel pomieści dwa tory. Do specjalistycznych prac, wśród których poważnym przedsięwzięciem było wysadzanie skał dynamitem sprowadzono sporą grupę Włochów z Triestu. Na marginesie zauważmy, że wielu z nich do dziś pozostało na polskiej ziemi o czym świadczy tzw. „włoski cmentarz" w Andrzejówce. Zostali tu także potomkowie owych włoskich specjalistów z Triestu, o czym znów świadczą włoskie nazwiska współczesnych mieszkańców tych okolic (np. Cechini).

Roboty pomocnicze wykonywali miejscowi. Najpoważniejszą pracą było wywożenie ziemi z drążonego w górze tunelu. Miejscowi chłopi znaleźli tu zatrudnienie. Tak zwanymi „biedkami", czyli małymi jednokonnymi wózkami, wywozili ziemię z głębi góry na zewnątrz.
Pan Edward Drozd podaje, że nie obeszło się bez tragedii przy budowie. „Mało kto wie, że tunel stał się grobem dla ponad 120 robotników sezonowych z okolicznych wsi, którzy go budowali". Plan zakładał przebicie tunelu po linii prostej. W czasie robót, kiedy były już mocno zaawansowane, od tzw. strony krakowskiej zerwał się strop skalny grzebiąc 23 biedki oraz ponad 120 robotników. Cały tydzień trwały próby dotarcia do zasypanych, ale ratownikom udało się wydrążyć w skale tylko niewielką niszę, która zachowała się zresztą do dziś. Gdy wszelkie próby ratownicze okazały się bezowocne, postanowiono pozostawić to miejsce jako zbiorową mogiłę, a tunel poprowadzić łukiem obok. Tak też się stało. Wskutek katastrofy niemożliwe okazało się poprowadzenie dwóch torowisk i zdecydowano się na jeden tor.
Ciekawe jest, że dostępne opracowania nie wspominają o epidemii grypy, która ponoć zdziesiątkowała pracowników budowy. Natomiast legendy przekazywane ustnie niewiele mówią o wspomnianej katastrofie budowlanej. Wydaje się jednak, że miejsce miały oba wydarzenia.

25 listopada 1874 r. nastąpiło uroczyste otwarcie tunelu, na które zaproszono wielu, bardzo znamienitych gości. Uroczystość otwarcia tunelu robiła kolosalne wrażenie, może nie tyle sama część oficjalna, co przejście pieszo przez tunel. Muszyński proboszcz ks. Marchoń tak wypowiadał się na łamach „Liber memorabiliom": „...kiedy wraz z innemi gośćmi przechodziłem tunel 25 listopada 1874 r. był on już w niektórych miejscach wykończony i oświetlony światłem gazowym, lecz nie brakło też i pochodni. Dym i swąd tak dokuczał, że z trudem można było dobrnąć do wyjścia w Żegiestowie. Zarówno ja i każdy z gości najbardziej życzyliśmy sobie, by zobaczyć jeszcze światło dzienne. Niemiłego wrażenia nie potrafił zatrzeć nawet obiad z piwem podany w baraku u wejścia do tunelu".
Otwarcie tunelu w 1874 roku miało charakter czysto symboliczny. Już następnego dnia go zamknięto i przez następne dwa lata trwały prace wykończeniowe a pierwszy pociąg przejechał tunelem dopiero w 1876 roku. Linia kolejowa ponoć sprawowała się wyśmienicie. W 1912 roku uruchomiono jej odnogę do Krynicy.

Po wybuchu I Wojny Światowej, w 1914 roku władze austrijackie uznały linie kolejową (a tunel żegiestowski w szczególności) za istotny obiekt strategiczny. Do jego strzeżenia przydzielono oddział żołnierzy, którzy oprócz trzymania warty przy wlotach tunelu, osiem razy na dobę patrolowali też jego wnętrze. Oddział zamieszkiwał w barakach ustawionych n Łopacie Polskiej (niektóre źródła wymieniają również obecną Alojzówkę). Prof. Wincenty Spiechowicz – znawca historii Żegiestowa opowiadał związaną z tym anegdotę.
W 1915 roku tunelu pilnowało 60 żołnierzy. Wśród nich jedynym Polakiem był por. Sebastian Hwilla. Żołnierzom na służbie przyszło witać Nowy Rok 1916. Major dowodzący wtedy oddziałem zaprosił żołnierzy do swojej kwatery. Przy stole zastawionym ponoć suto słowacką palinką i rodzimą gorzałką rozmawiano wyłącznie po niemiecku. Tuż przed północą, mocno już podchmielony por. Hwilla wstał od stołu, podszedł z kieliszkiem do portretu Najjaśniejszego Pana i po polsku wzniósł toast: „No to cyk, stary pierdoło!”, po czym wychylił zawartość kieliszka a za nim wszyscy koledzy. Toast miał być powtarzany tego wieczora wielokrotnie.
Niedługo potem por. Hwilla został zawezwany do sądu wojskowego we Lwowie gdzie udał się w niepewności czego mogło owo wezwanie dotyczyć. Ku jego wielkiemu zaskoczeniu w skład sądu wchodzili sami Polacy, jego dobrzy znajomi a także rodzina z jego wujem – przewodniczącym na czele.Major, gospodarz wieczoru, chcąc przypodobać się na dworze cesarskim złożył raport, z którego wynikało, że por. Hwilla prawdopodobnie dopuścił się obrazy majestatu cesarskiego. Raport napisany był po niemiecku, jedynie cytat był po polsku: „No to cyk, stary pierdoło!”. Ponieważ na dworze nikt nie umiał (a raczej nie miał odwagi) przetłumaczyć tego zwrotu więc sąd musiał rozstrzygnąć, czy rzeczywiście doszło do owej obrazy. Po długich obradach sąd orzekł, że nie ma podstaw do stwierdzenia, że nastąpiła obraza majestatu cesarskiego. Major, autor raportu, nie znając języka polskiego nie mógł przecież wiedzieć, że w pewnym dialekcie ludowej gwary polskiej, „no to cyk” oznacza „na zdrowie” albo „na szczęście” natomiast „stary pierdoła” to nic innego „kochany, dobrotliwy staruszek”. Na dwór wysłano stosowne wyjaśnienia i sprawę zamknięto.
Tak więc, jak ktoś do Was powie „Stary pierdoło” będzie to wyraz troski i uznania – w pewnym dialekcie polskiej gwary ludowej.

A tunelem przejeżdżały tłumy kuracjuszy do Muszyny i intensywnie się wtedy rozwijającej Krynicy. Był też celem pieszych wycieczek gości nie tylko z Żegiestowa. Resztki ścieżek do dzisiaj istnieją w okolicach Wiktora.
W 1939 roku tunel ponownie był kluczowym obiektem. Wycofujące się Wojsko Polskie pod naporem armii niemieckiej wysadziło tunel ale Niemcy dość szybko przywrócili go do użytku. Szły tędy transporty sanitarne na tyły a w drugą stronę zaopatrzenie i wojsko.
19 stycznia 1945 roku tunel został wysadzony po raz drugi, tym razem przez Niemców. Na odbudowę potrzebne były aż trzy lata. Jednak uszkodzenia były znacznie poważniejsze bo naruszona została struktura górotworu. Tunel trzeba było pomniejszyć na szerokość tylko jednego toru. Na skutek osunięcia się dużego bloku skalnego w miejscu zwaliska trzeba było wykonać betonowy pancerz o wielkości na tyle dużej, że niemal ocierały się o niego wagony. Aby uchronić pasażerów przed utratą głowy zainstalowano brzozowe miotełki, które każdego wychylającego się pasażera biły po twarzy.

Od 1986 r. przez żegiestowski tunel mkną elektryczne pociągi. A on, staruszek, pamiątka po monarchii Habsburgów, dalej służy i dziwi dobrą kondycją. Tylko pobliscy mieszkańcy nie słyszą już gwizdu parowozów wjeżdżających do tunelu.

Zobacz również filmy z otwarcia tunelu po odbudowie: przez Niemców w 1941 r. i przez Polaków w 1948 r.

 

Portal zegiestow.pl powstał przy wsparciu finansowym powiatu nowosądeckiego

Czy wiesz, że...

Przebiegająca przez Żegiestów linia kolejowa Tarnów - Leluchów została uruchomiona w 1876 roku. Po dwóch latach budowy.